Ranę opatrzyłam włókninowym plastrem

Mój syn zawsze był roztrzepanym dzieciakiem i nie raz wrócił do domu z nabitym guzem. Uwielbiał skakać po drzewach i biegać jak szalony. Starałam się zawsze o niego dbać i chronić. Ostatnio jednak przesadził z tymi swoimi zabawami i musiałam pilnie interweniować.

Dobrze opatrzona rana dzięki plastrowi

włókninowe plastry z opatrunkiemKuba ciągle biegał i nie miałam już na niego sił. Ostatnio jednak przewrócił się na rowerze i przybiegł do domu z płaczem. Rana wyglądała nieciekawie i musiałam ją szybko opatrzyć. W szafce miałam apteczkę, którą od razu wyjęłam. Ranę przemyłam wodą utlenioną i musiałam ją jakoś zakleić. Na szczęście miałam włókninowe plastry z opatrunkiem, które zawsze kupuję i postanowiłam ich użyć. Kuba już się uspokoił i wcale go tak bardzo nie bolało. Raczej się przestraszył tą sytuacją. Wizyta u lekarza nie była konieczna a ranę opatrzyłam sama. Pod wieczór jak go wykąpałam to postanowiłam wymienić opatrunek na nowy i rano zrobiłam to samo. Dobrze, że miałam ten opatrunek w apteczce, bo okazał się idealny na taką ranę. Nie odkleił się i dobrze chronił przed czynnikami zewnętrznymi. Kiedy następnego dnia wracałam z pracy to weszłam do apteki, by kupić jeszcze te włókninowe plastry z opatrunkiem, ponieważ miałam świadomość, że to nie ostatni wybryk mojego syna. Kiedy już rana się zagoiła to znowu latał jak szalony. Plastry jednak przydały się, ponieważ po trzech dniach zranił się w palec i musiałam go opatrzyć. Już się przyzwyczaiłam, że jest taki rozbrykany i zawsze jestem przygotowana.

Kuba uspokoił się dopiero w liceum chociaż nie do końca. Ostatnio wspominał, że chciałby motor, ale nie wyraziłam na to zgody. Musi dorosnąć i nauczyć się pokory, ponieważ jest jeszcze zbyt roztrzepany. Jestem przekonana, że się uspokoi. To dobry dzieciak.